Meyer Optik Gorlitz Primotar 135 mm f: 3,5

Obiektyw ten został pierwotnie opracowany dla aparatu Exakta 66 w 1952 r., jednak ze względu na niską sprzedaż, w 1955 roku został ponownie zamontowany w lustrzankach jednoobiektywowych 35 mm i zaprezentowany na targach Photokina w 1956 roku. W broszurze "Meyer-Optik - Objektive für Kleinbild- und 6x6-Kameras" (1956) wspomniano również, że Primotar 135/3.5 (z w pełni automatyczną przysłoną) był dostępny dla średnioformatowej lustrzanki jednoobiektywowej Praktisix 6x6. Jednak począwszy od broszury z 1957 roku, Primotar 135/3.5 był reklamowany wyłącznie jako obiektyw do lustrzanek jednoobiektywowych na kliszę 35 mm (czyli "pełnoklatkowych"). Produkowany był do 1964 r.

Jeden z najbardziej "szalonych" obiektywów jaki widziałem. Konstrukcja o tyle dziwna i oryginalna, co niesamowita. Kilka szczegółów: sama optyka jest bardzo prosta. Smaczków konstrukcyjnych dodaje bezstopniowo działająca przysłona, która posiada aż 15 listków. Dodatkowo – przysłona działa tak lekko/ciężko, jak dokręcimy osłonę przeciwsłoneczną...


Ale po kolei – większość starych obiektywów kochamy za ich rozmycia, za zniekształcenia i za całą "niepoprawność", którą się charakteryzują. Dzięki tym cechom pozwalają one pokazać każdy fotografowany obiekt w naszym własnym, artystycznym sposobie interpretacji. Primotar jest niesamowity, ponieważ oferuje niesamowitą ostrość obrazu, jednocześnie dając absurdalnie piękne rozmycia tła. Kontrastowość i miękkość jednocześnie – sam tego nie potrafiłem zrozumieć przez blisko dwa miesiące używania tego szkła. Dwie wykluczające się cechy – o co tu chodzi?


Primotar ma konstrukcję 4-elementową / 3-grupową o dość nietypowym designie. Nie są to prawdziwe teleobiektywy, ale zostały oryginalnie zaprojektowane jako obiektywy stałoogniskowe do fotografii wielkoformatowej. Ostrość jest oczywiście ustawiana w pełni ręcznie i wspomagana jest przez bardzo precyzyjny pierścień ostrości, który wymaga obrotu o niemal 360°, aby przejść od najbliższego punktu ostrości (około 160 cm) do nieskończoności.


Przysłona bezstopniowa, na dodatek z liczbą listków wynosząca aż 15. Po prostu czad! Zwłaszcza jeśli chodzi o rozmycia tła. Porównywany jest do Trioplana, ale jednak to nie to samo. Ciężko wskazać, który z nich jest lepszy – po prostu są inne. Najważniejszy jest "bubble bokeh" – czyli bąbelkowe kółka w rozmyciach tła. Z uwagi na długą ogniskową może świetnie służyć do artystycznych portretów – zwłaszcza w świetle zastanym w słoneczne dni.


Zaletą Primotra jest solidność i jakość konstrukcji oraz jej logika – czyli stopień użyteczności dla kogoś, kto chciałby go serwisować. Bardzo łatwo jest wyciągnąć wszystkie soczewki i ponowne ich zamontowanie. Mimo że obudowa na pierwszy rzut oka wydaje się przeszkodą. Obiektyw waży prawie pół kilograma i jest świetnym kawałkiem szkła i metalu. Wadą Primotara są ceny – kilkaset złotych za to szkło, to nie jest zbyt wiele, biorąc pod uwagę jego możliwości i jakość. W końcu jest to konstrukcja, która swoje lata ma.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pentacon 135 2.8

Chinon 35mm f/2.8 - lepszy niż Takumar!

Ciężki statyw