Zasada trójpodziału w fotografii - pułapka?
Zapewne każdy z Was albo słyszał albo dopiero usłyszy na temat pojęcia zwanego: "zasadą trójpodziału w fotografii" – jest to jeden z elementów nauki kompozycji. Mówi on nam, że nasza fotografia powinna być podzielona dwiema poziomymi i dwiema pionowymi liniami, a punkty ich przecięcia to tzw. "mocne punkty kompozycji" – jest w tym sporo prawdy, ale wiele osób, które uczą się fotografii przyjmuje to za żelazny dogmat i każde swoje zdjęcie komponują w ten sposób. Tymczasem wiele fotografowanych obiektów może wyglądać ciekawiej, gdy wykadrujemy je zupełnie inaczej.
Przez wielu zawodowych fotografów reguła trójpodziału uważana jest wręcz za świętą. Ale przecież najwięksi fotografowie specjalnie się nią nie przejmowali i być może między innymi dlatego stali się wybitni. Moim zdaniem stosowanie reguły trójpodziału to pułapka ograniczająca naszą kreatywność w fotografii. Nie żebym był zagorzałym przeciwnikiem w stosowaniu tej reguły, bo czasami dzięki niej rzeczywiście udaje się zrównoważyć nasze zdjęcie przez co wygląda ono lepiej, ale chodzi mi o to żeby nie popadać w skrajności. Każdy nowy adept fotografii ma tendencję do popadania w skrajność i na siłę stara się kadrować zdjęcia w jeden – określony sposób. To samo robi w postprodukcji – ustawia obraz tak, żeby po wycięciu i eksporcie finalnego jpga zachowana została zasada trójpodziału. Prawda jakie to proste – recepta na wszystko – chciałoby się rzec. Tymczasem komponowanie zdjęć, albo ich lekka rekompozycja w procesie obróbki to rzeczywiste komponowanie, które już nie jest takie proste. Wymaga ono bowiem myślenia! Musimy dobrze się zastanowić gdzie umieszczać nasze obiekty w stosunku do tła itd. A tutaj – pyk! Rozwiązanie gotowe – mamy zasadę trójpodziału i sprawa załatwiona. Mądry pan w książce o fotografii tak napisał, to znaczy, że tak jest i zdjęcie w ten sposób wykadrowane będzie wyglądać super! Ale super dla kogo? Dla nas, czy dla naszych odbiorców? A kim oni są? A czy ich gust jest taki sam? A może jednym się spodoba, a innym wcale, a jeszcze inni powiedzą że jest "średnie"? W końcu ktoś kto słucha disco polo nie zrozumie raczej heavy metalu i na odwrót. Można by założyć, że muzyk heavy metalowy mówi tym samym językiem co jego słuchacze. Albo inaczej: nadają na tych samych falach. Podobnie rzecz się ma w fotografii. Twórcę z odbiorcą łączy więź, podobny styl myślenia, lub nazwijmy to jakkolwiek. Lub tej więzi po prostu nie ma.
Dlatego zasada trójpodziału widoczna jest najwyraźniej w zdjęciach początkujących fotografów albo nawet zawodowych, którzy w swoim rozwoju się zatrzymali. Uznali że takie kompozycje zawsze w 100% działają na odbiorcę podświadomie budząc ich poczucie estetyki.
Ale jeśli weźmiemy fotografię wielkiego mistrza, gdzie zastosowano zasadę trójpodziału, to pamiętajmy, że zrobił on to celowo, że tło jest tam gdzie powinno być, że zdjęcie jest zrównoważone i że tak ma po prostu być, bo pewnie lepiej się nie da.
Reasumując: czy uważam, że warto stosować zasadę trójpodziału – zdecydowanie tak! Czy uważam że zawsze należy to robić – zdecydowanie nie!
Skoro za pomocą fotografii coś tworzymy, to zastanawiając się nad tym głębiej – zasady to tylko coś co nas ogranicza – tłumi nasza kreatywność w tworzeniu.



Komentarze
Prześlij komentarz